W najtrudniejszej sytuacji jesteś, gdy ktoś próbuje cię słowem zranić, obrazić, a nawet poniżyć i jawnie ośmiesza : „ Nie znam drugiego tak beznadziejnego faceta, jak ty”, „Tyle rozumiesz, co każda blondynka”, „Osoba bez matury zrobiłaby to lepiej”. Przede wszystkim nie wierz w takie słowa, nie przyjmuj ich do siebie. Masz kilka strategii obrony. Możesz odejść. Najtrudniej na taką strategię zdecydować się w związku; może jednak lepiej sprawę przemyśleć, wyjaśnić i poczekać, aż emocje opadną. W pracy łatwiej. Na zmianę charakteru szefa trudno liczyć; jeśli tak cię traktuje, to widocznie zawsze to robił
i uchodziło mu to bezkarnie. Możesz też uśmiechem na twarzy zapytać, co konkretnie twój partner (lub szef) ma na myśli. W ten sposób wciągniesz go w rozmowę, do której niekoniecznie jest przygotowany. Jeśli ma do ciebie jakieś pretensje, będzie musiał je zdefiniować, ale już na poziomie konkretu. Może wtedy okaże się, że to, co robiłeś (-aś), jak myślałeś (-aś), wcale nie było takie złe? Dzięki temu na drugi raz zastanowi się, zanim coś powie. Inną metodą jest metoda paradoksu, dzięki niej taką ocenę, jak: „Jesteś beznadziejny” możesz sprowadzić do poziomu absurdu i śmieszności (ale uwaga : uda ci się to tylko wtedy, jeśli masz spory dystans wobec siebie). W pracy możesz powiedzieć : „No widzi pan, jakie ja mam szczęście, takie zero ze mnie, zliczyć do trzech nie umiem, śmieciarki nie potrafiłbym załadować, a tu proszę, studia skończyłem, dyplom z wyróżnieniem i jeszcze za tyle rzeczy w firmie odpowiadam. Ale szczęściarz ze mnie”! A w domu : „ Proszę, jakie ja mam szczęście, że ciebie spotkałam. Bez ciebie bym zginęła marnie, nawet nie ufarbowawszy włosów na blond, a tu proszę : dom, rodzina, super praca. I to wszystko dzięki temu głupiemu szczęściu i włosom blond…”.
Niestety często przykre, oceniające słowa są skierowane do nas. To my jesteśmy krytykowani, czasem słusznie, czasem nie. Ważne, by z takiej krytyki wyjść obronną ręką i nie dać sobie wmówić, że jesteśmy beznadziejni i nic nie potrafimy. Jak więc przyjmować krytykę? A więc uprzedź atak. To bardzo dobra metoda, tyle że trzeba się jej nauczyć wcześniej. Można ją stosować i w pracy, i w domu, i w stosunku do przyjaciół. Przypuśćmy, że pracy wyszło coś nie tak, zdarzyło ci się zapomnieć o ważnym telefonie, spóźnić na spotkanie, pomylić w liczeniu kosztów jakiegoś przedsięwzięcia. Błąd wyszedł, szef wzywa cię na spotkanie, spodziewasz się krytyki. Przemyśl strategię obrony : co zrobić, by wyjść z twarzą z tej sytuacji? Wchodząc do gabinetu, nie czekaj, aż szef cię skrytykuje, tylko… od razu przyznaj się do błędu i zaproponuj rozwiązanie. Zacznij mówić: „Właśnie chciałem się z szefem spotkać, bo ten ostatni projekt trochę mi nie wyszedł, chcę wprowadzić zmiany w kosztorysie, już wiem, jakie one powinny być, już nawet je zrobiłem… Ale zaraz…, szef chciał o czymś ze mną rozmawiać?” Atak uprzedzony, złagodzony, jest szansa na brak nagany i rozmowę konkretach. Tę sama metoda uprzedzania ataku świetnie sprawdza się też np. w stosunku do partnera. Zamiast czekać, aż on zacznie ci robić wyrzuty, że znów spędziłaś popołudnie na zakupach, powiedz : „Wiesz, miałam dziś zły dzień w pracy i z tego wszystkiego poszłam na zakupy. Sprzedawczyni namówiła mnie na sukienkę, powiedziała, że bardzo mi w niej do twarzy. Poprawiła mi humor. Ładnie w niej wyglądam, prawda?”
Najważniejsze w tego typu sytuacjach, to nie dać się ponieść emocjom, nie krytykować drugiej osoby, nie oceniać, tylko skupić się na rozważeniu konkretnej sytuacji. Sztuką jest powiedzieć komuś coś przykrego w taki sposób, by go nie obrazić. Ale jednocześnie w jasny sposób przekazać mu to, co najważniejsze : nie jestem zadowolony z tego, co zrobiłeś. Tak naprawdę przecież chodzi o to, by następnym razem było inaczej, bo teraz przecież i tak już czasu cofnąć się nie da. Nie mów : “Jesteś beznadziejny”, „Nic nie potrafisz”, „Znów wszystko zepsułeś, człowiek z ulicy zrobiłby to lepiej niż ty”. Osoba, do której tak powiesz, nie będzie myśleć o tym, co złego było w jej postępowaniu, tylko skupi się na twojej agresji słownej. Nie atakujesz jej postępowania, tylko ją samą. Może ci odpowiedzieć taką samą agresją : „To twoja wina, sam się do niczego nie nadajesz” Jeśli jest twoim podwładnym, ukryje agresję, za to będzie o tobie myśleć z nienawiścią. Celu - naprawienia sytuacji - tak nie osiągniesz. Zastosuj metodę tzw. kanapki krytyki. Polega na wpleceniu złej informacji pomiędzy dwie dobre. Podwładnemu w pracy możesz powiedzieć : „Twój ostatni projekt był bardzo interesujący, zrobiłeś co prawda jeden błąd, ale na szczęście wszystko dało się naprawić i myślę, że skończy się sukcesem”. Dzięki temu osoba, z którą pracujesz, dostała informację : „Jestem ceniona, coś mi co prawda nie wyszło, ale wierzą we w mnie, mam szansę”. To znacznie lepiej motywuje niż : „Twoje ostatnie pomysły były do bani. Jesteś beznadziejna”. A co powiedzieć żonie, jeśli głodny jak wilk wracasz po pracy, a w lodówce pusto? Może tak : „Wczoraj był taki pyszny obiad. Prawie mi się dziś śnił. No cóż, dziś będzie tylko kanapka. Ale ty naprawdę potrafisz stworzyć coś wspaniałego”. A mężowi zapatrzonemu na piłkarzy? Spróbuj tak : „Mam ci tyle do opowiedzenia. Szkoda, że ci piłkarze nie mogą na 15 minut przestać grać. Tak lubię z tobą rozmawiać”. To brzmi znacznie lepiej niż „Wyłącz wreszcie ten telewizor, patrzeć nie mogę jak dwudziestu dorosłych ludzi biega za głupią piłką. Wolisz ich czy mnie?!”.
